Z długiej zimy zrobiło się prawie lato. Świat stanął na
głowie. Wyjazdy, przejazdy i o mały włos odjazdy. Nie miałam ani czasu, ani
motywacji, żeby cokolwiek szyć lub malować. Na początku była Dania i wspaniali,
wspaniali! ludzie, za którymi tęsknię przeokrutnie <3
później pojawiły się nieznaczne komplikacje na wszelakich płaszczyznach, a teraz problemy pojawiają się z prędkością błyskawicy i piętrzą się w mojej głowie, a na dodatek z tego co widzę same się nie rozwiążą ;C
![]() |
| my! :D |
później pojawiły się nieznaczne komplikacje na wszelakich płaszczyznach, a teraz problemy pojawiają się z prędkością błyskawicy i piętrzą się w mojej głowie, a na dodatek z tego co widzę same się nie rozwiążą ;C
Jako, że wypadało zrobić cokolwiek konstruktywnego to wzięłam się za generalne, krakowskie porządki z efektem zadowalającym :) ale niestety zdjęłam już ( nie dopiero ;p) światełka choinkowe, bo się popaliły – jednym słowem złośliwość rzeczy martwych.
Stwierdziłam, że zrobię coś na szybko, jeszcze jak byłam w domu. Obrazek znaleziony w Internecie,
bodajże u Dyktatora, baaaardzo mi się spodobał, więc przeniosłam go na kubeczek i znów 200 stopni w piekarniku przez jakieś 10-15 minut ( tak szczerze to moim wyznacznikiem jest swąd wydobywający się z piekarnika- jak śmierdzi gorącym ceramicznym kubkiem - to znak, że to już ;)). TA DAAAA!
I oczywiście pieśń na wyjście: niezrównana Ingrid i tinydoodlez <3
stay tuned!

