playlist

poniedziałek, 21 października 2013

Słowa,prezenty i Grechuta...



Jest taka jedna, ale za to fantastyczna rzecz w tym blogu. Mogę sobie tu napisać cokolwiek zechcę. Mogę napisać, że lubię coś, czego nie lubi nikt inny. Mogę napisać, że nie lubię flaków, chociaż nigdy ich nie jadłam.  Rzadko kiedy tak się zdarza, że wydaję osądy zanim sprawdzę coś na własnej skórze, ale w tym wypadku totalnie tak jest. Mogę napisać, że za dużo płaczę lub że za dużo się śmieję; napisać, że chcę być innym człowiekiem, ale nic w sobie nie zmienić. Ty to przeczytasz lub nie; weźmiesz sobie do serca lub przejdziesz obojętnie – to jest już tylko i wyłącznie Twoja decyzja. Niektórzy wchodzą tu, bo chcą pooglądać kiepskie zdjęcia rzeczy, które robię ;) ( poza kubeczkami, bo to jest od Pati i Kondzia :* ), inni zapewne dlatego, że mają podobny gust muzyczny, a jeszcze inni przychodzą tu dla słowa.

Słowa ruszają tłumy. Małe słowa. Wielkie słowa. Jednoznaczne i dwuznaczne. Pisane po polsku, angielsku, bądź arabsku. To nie ma większego znaczenia. Ważne jest to, że człowiek wierzy słowu.

 Może jesteś tu dlatego, że chcesz się dowiedzieć co teraz robię, bo nie rozmawialiśmy od wieków, a Ciebie korci, żeby wiedzieć co u mnie. Może przychodzisz tu, bo chcesz przeczytać coś innego niż mądre książki, bądź wręcz przeciwnie – idiotyczne teksty w tabloidach. Może po prostu tęsknisz za czymś, a ja nazywam to po imieniu. Chciałabym, żeby  tak było. Siadasz wieczorem i czytasz. Zatrzymujesz świat na te parę minut, bo noc jest cicha i łaskawa. W nocy dzieją się cuda. Zdania nabierają sensu, a piosenki są ładniejsze. Miłość jest gorętsza i obietnice jakby prawdziwsze.  Słowa wpadają prosto do serca i wypalają ślad. Wracaj tu więc: dla siebie i dla mnie. Wymień parę wieczornych minut na nic nie znaczące slowa i garść kolorowych obrazków, bo tak właściwie to DLACZEGO NIE?

 Zapewne czytasz to i myślisz: ‘co to za wierutne bzdury?!’ Co z tego? Jest taka jedna, ale za to fantastyczna rzecz w tym blogu. Mogę tu napisać cokolwiek zechcę.


Uro
dziny przyszłe, obecne i byłe:




 + narodziny najfajniejszego chrześnika pod słońcem  <3 :



kącik muzyczny : Grechuta Festival 2013 <3

środa, 16 października 2013

Wróciłam...

......z Francji, rzecz jasna i na bloga, i na uczelnie też niebawem wracam - niestety. Wakacje piękne i długie, trwają do poniedziałku, więc już niedługo będę śpiewać to.

 Dziś wpis bardzo muzyczny. Będzie pieśń i na wejście, i na wyjście, a pomiędzy tym temat muzyczny przewinie się na zdjęciach, chociaż dziś właściwie bardziej o książkach. Enjoy!

pieśń na wejście! (odnośnik dalej, więc nie klikaj zanim nie zobaczysz zdjęć :))


Kiedy coś mi się raz spodoba, to nie ma już odwrotu! Jeśli oglądać serial to do ostatniego odcinka. ‘Katowanie’ filmów po parę razy to też jest norma. To samo tyczy się książek. Kiedy pierwszy raz przeczytałam Pottera , wiedziałam że nie będzie to ostatni raz i będę MUSIAŁA (nerwica natręctw?) przeczytać każdą z części od deski do deski po raz kolejny. Mam też czasami tak, że siadam na podłodze przed moją półką z książkami -  tymi ulubionym rzecz jasna- otwieram  losowo wybraną na 17- stej stronie i czytam. Możecie się zastanawiać czemu akurat  ta, a nie pierwsza, dwudziesta albo setna. Dla zagorzałych czytelników nie będzie to zagadka. Każdy z nas stwierdził kiedyś, że bardziej przyda mu się nowa para jeansów, niż kolejna książka. Kompulsywne wykupywanie asortymentu wszelakich księgarń zwykle nie idzie w parze z pełnym portfelem. Niestety! Wtedy idzie się do biblioteki. Magiczne miejsce, w którym unosi się zapach kurzu i papieru, który nosi na sobie liczne ślady użytkowania. Marysia opłakiwała  nad romansem śmierć jednego z bohaterów;  Jasiek chrupał ciastka nad powieścią historyczną , a okruchy zostawił w książce ‘dla potomnych’.  Pani bibliotekarka  uwija się między półkami i niczym wędkarz łowi nam literacke ‘ grube ryby’. 

 Siedemnasta strona to ta, na której widnieje pieczątka biblioteki. ZAWSZE! Nie wiedzieć czemu akurat ta strona, ale ma ona w sobie swoistą magię. Na siedemnastej stronie zazwyczaj nic się jeszcze nie dzieje, a książka bywa  wręcz nudna, ale po co psuć sobie zabawę i czytać ostatnie zdanie, skoro można przebiec przez ukochany wolumin od startu i dopiero na mecie wpaść znów w zadumę. Dlaczego Oskara musiał spotkać taki los? Jaka wielka jest potęga przyjaźni?  Ile potrzeba męstwa i odwagi, żeby zmierzyć się z ostracyzmem i znieść odrzucenie z podniesioną głową?

Jest coś niewyjaśnionego w tej siedemnastej stronie. Często też właśnie wtedy przychodzi radość, że książka jest moja i nie ma pieczątki. Ufff! Za jakiś czas znów usiądę na podłodze i otworzę ją na siedemnastej stronie. 

A teraz zdjęcia :

                                                       1. piosenka






To zaczątek do okładki.Introligator zrobił lwią część. Ja tylko wykonałam napis na zamówienie.

 Czytelniku! Jeśli wiesz co to za piosenka bez klikania w 'pieśń na wejście' znaczy, że masz świetny gust muzyczny! ;*

2. wąsaty kubek na imieniny dla pewnego wąsatego pana :)





zdjęcie robione w drodze, bo zapomniałam w domu ;)














3. futerał na karty
Ten akurat dla mnie, ale coś podobnego już kiedyś robiłam jako prezent urodzinowy, ale właściciel go zgubił w dalekich krajach  ( Lisa ;* )

 kaseta+ filc+ zamek błyskawiczny+ mazak do płyt i już :)


a teraz moi mili pieśń na wyjście: najlepszy na wszystko John Mayer! <3


Stay tuned! <3