playlist

niedziela, 24 lutego 2013

Cracovie, szycie i milion niezałatwionych spraw

Przedwczoraj rano pojechałam do Krakowa, pobiegałam po mieście jak szalona i wróciłam do domu. Miliony spraw do załatwienia - połowa planu spaliła na panewce. Nawet jakby człowiek baaardzo chciał to nie cofnie kijem Wisły. Biurokracja mnie zabija i uznaję ją za nieuleczalną chorobę cywilizacyjną. À propos niezałatwionych spraw, chciałam zanieść do mojego sklepu nowości, ale nie wyszło, bo było zamknięte.

A teraz tytułem wyjaśnienia, mój sklep to OLD HOUSE ( tutaj informacje odnośnie tego jak tam trafić ). Jest to typowa 'bibelociarnia'; to właśnie tam można zakupić te, że tak ładnie je nazwę, artykuły ;) :











dzieło mojej mamy <3 - dla odmiany


Początkiem marca znajdą się tam też nowo-uszyte piórniki, bądź futerały na okulary - jak to zasugerowała Elusia, która sama okularów nie nosi i nigdy nie nosiła, więc nie wiem skąd ten pomysł ;p


Oto jak wygląda schemat - trzeba tylko fikuśnie pozszywać i gotowe ;)



Efekty pracy :








i na zakończenie piosenka! doskonała! <3



środa, 20 lutego 2013

Pobytu w domku ciąg dalszy i baaardzo dawno temu zrobiony podkoszulek



Jest jakaś magia w wieczorach spędzanych w domu. Takie uczucie, które wypełnia człowieka po brzegi- ciepło nie do opisania, poczucie, że można wszystko. Rozglądam się po pomieszczeniach, sprawdzam co się zmieniło odkąd po raz ostatni w nich byłam, siadam przed laptopem, włączam ‘playlistę’, początkowo 20 ukochanych piosenek – każda ze swoją własną historią, która później staje się historią bez końca; machiną przenoszącą w czasie. Czajnik piszczy, zapach zielonej herbaty wypełnia powietrze i wiem, że nie mam się o co bać, bo wszystko będzie dobrze, podnoszę wzrok znad klawiatury i napotykam uśmiech mamy, która patrzy na mnie w TEN sposób. Łzy kręcą mi się w oczach, ale serce fika koziołki ze szczęścia – jak dobrze być w domu!

Podkoszulek był malowany daaawno, daaawno temu - jeszcze kiedy mieszkałam na Racławickiej :) Kupiony jest w Zarze podczas obniżek (tak, to ten czas, kiedy tamtejsze ciuchy ''walają się" po podłogach), 101% bawełny ;) Do malowania użyłam farb akrylowych, które są odporne na spieranie. Napis odzwierciedla to co czuję- konia z rzędem temu, kto mnie tam zabierze <3





stay tuned <3

Naleśniki, które jemy od tygodnia, jak najbardziej spodziewany gość i nielegalne, niedzielne szycie.


Mówi się, że w niedzielę nie wolno pracować, bo Bóg wtedy odpoczywał, ale kiedy przychodzi wena, to nie ma przeproś. Za moment przedstawię niedzielną, filcową gwiazdę - werbel proszę:




Może mały opis tego niewiadomo-czego znajdującego się powyżej. Jest to okładka na zeszyt o formacie A5. Aplikacja wykonana została z filcu, muliny i kordonka; tył jednolity.

A co do naleśników, to ,,jemy'' je już od przeszło tygodnia, bo cały czas znajduje się jakaś wymówka, żeby nie stać nad patelnią godzinę tylko po to, żeby zamiast tych posmarowanych smażonymi jabłkami z cynamonem, który jest jedną z najcudowniejszych przypraw EVER, najeść się tych ,,suchych'' - nie mają sobie równych, bo po co czymkolwiek smarować próbując na siłę naprawiać coś, co już jest doskonałe? ;)
Ale wczoraj się udało je wreszcie zjeść :)

Gość był jak najbardziej spodziewany i długo wyczekiwany, bo trzeba nam było prawie pół roku, żeby się spotkać na pogaduchy, a jak powszechnie wiadomo, ploteczki dodają endorfin i poprawiają humor nawet tak beznadziejny, jak ten mój dzisiejszy. Dziękuję Ci zatem Izabelo za porcję ,,informacji z kraju i ze świata'' i liczę na więcej, kiedy już wrócisz do życia po katastrofie maturalnej ;)

Przepraszam bardzo, ale w związku z celem owego bloga, wstawiam też to : (prezent urodzinowy dla najfajniejszego czekoladożercy  urodzonego 30 grudnia <3 )



awers 


                                                                           rewers

Brelok: filc, mulina, satynowa wstążka, kółeczko do kluczy.

I ostatni już podpunkt nocnego ględzenia : jutjub jednak wie co mi zaproponować <3

stay tuned <3

piątek, 15 lutego 2013

Trudne początki i bóle wszelakie.



Wymyśliło mi się, że poprowadzę bloga; pop kultura niszczy moje poczucie odrębności – trudno. To będzie, jak mniemam, swoisty sprawdzian mojej wytrzymałości. Bardzo nie lubię tych całych początków: mówienia jak mam na imię, co lubię robić i po co to robię, no ale cóż począć? Potencjalnym czytelnikom należy się ,,słowo wstępne’’. No więc (paskudny sposób na rozpoczęcie zdania i od niejednego nauczyciela dostałabym ,,po łapach”), jestem Oliwia, studiuję filologię angielską w Krakowie.

 Po co to robię? Właściwie to sama nie wiem, ale myślę, że mimo iż teraz nie widzę w tym jakiegoś wyższego celu, to sam się z czasem znajdzie. Planuję tu umieszczać wszelakie rzeczy przeze mnie namalowane, uszyte, ulepione i ugotowane.

Dlaczego trudne początki? Siedziałam wczoraj do 03:30 nad playlistą, a mój niezwykle szybki komputer zaciął się 45 tysięcy razy, ale było warto, bo przypomniałam sobie o wszystkich dawno zapomnianych piosenkach.
Rano obudził mnie ból przeokrutny, właściwie to dwa ,,bóle’’ – jeden w kręgosłupie, a drugi to ,,ból’’ na domowe, drożdżowe bułeczki. Pierwszy nie przeszedł, a drugi, że tak powiem- zwalczyłam. Nie mając najzieleńszego pojęcia co robię, podążałam za przepisem i radami mamy rzucanymi w przestrzeń, żebym się nie czuła niedoświadczona. W rzeczywistości byłam, i to bardzo. Garść rad: drożdży nie kroi się nożem, tylko odrywa,  bo inaczej ,, nie urośnie”, a ciasto jest gotowe kiedy ,,odkleja się od ręki’’. Początkowo mówiło mi to tyle, co ,,dodaj tego na oko’’- ,,na oko to chłop w szpitalu umarł”- ten fragment jest Przemka, który dyszy mi w szyję i się strasznie panoszy, ale mi to w gruncie nie przeszkadza, dopóki nie karze mi przeredagować całego tekstu.

Spodziewałam się, że te moje bułki to będzie fiasko, ale o dziwo wyszły dobre. Myślałam, że wyjdzie zakalec, ale ku mojej uciesze są smaczne. Dwóch największych krytyków kulinarnych, w postaci mamy
 i Przemysława, przyklasnęło nie tylko pomysłowi, ale też rezultatom. 

Była też piękna grecka sałatka, która dostarczyła witamin i lody czekoladowe, które dostarczyły endorfin, ale i poczucia winy.


Tyle słowem wstępu i do usłyszenia :)
stay tuned <3